Prezydent Inowrocławia Ryszard Brejza chce mieć w mieście telewizję. Nie swoją, bo to sporo kosztuje. Dlatego namawia regionalną „trójkę”, aby w mieście usadowiła stałego korespondenta. Miasto oferuje nawet lokal dla redakcji. Szefowa telewizji (pani z namaszczenia Samoobrony, o której piszą, że częsciej bywa w Krakowie, niż w Bydgoszczy) dyplomatycznie odpowiada, że rozpatrzy ten pomysł.
Prezydent zawsze twierdził, że obecność miasta w telewizji jest potrzebna. Dlatego jeszcze jako poseł wyrażał oburzenie, że TVP3 nie było na inauguracji roku akademickiego w Mątwach, gdy podchodzono po raz pierwszy (z tragicznym skutkiem), do uruchomienia studiów w Inowrocławiu. Teraz, już jako prezydent miasta, decyduje się przekazywać telewizji publicznej spore pieniądze na to, by pokazywała Inowrocław (koncert Turnaua, jakiś niewypał z wejściami z Solanek i promocją zdrowia, czy miasto w TVN Meteo).
Złośliwi od razu komentują, że rosną ambicje włodarza, który chciałby chyba zostać magnatem prasowym niczym Rupert Murdoch, tyle że na skalę kujawską. Miałby przecież już gazetkę, która z lubością rozpisuje się o wszystkim, co dobre w tym mieście (bo złego nic nie ma) oraz korespondenta TVP, który znalazł się tu dzięki niemu, więc powinien być wdzięczny.
Ja tam do złosliwych nie należę (no, trochę) i działania włodarza co do telewizji popieram. Warunkiem jest jednak, aby przedstawić plan, co miałaby pokazywać taka telewizja? Jestem przekonany, że w Inowrocławiu dzieją się ciekawe rzeczy, które odpowiednio podane, zaciekawiłyby mieszkańców województwa. Szkopuł w tym, że czasem nie przedstawiano by tam prezydenta w dobrym świetle. Więc jeśli jednak telewizja będzie chciała stałego korespondenta, to niechaj nie waży się choć korzystać z oferty miasta, aby ratusz dawał jej też lokal. Bo po pierwszej nieprzychylnej informacji dostaną wymówienie.

