Kolega z „Gazety Pomorskiej” popełnił dziś ciekawy tekst dotyczący kolejnej afery w Pakości. Podejrzany o molestowanie seksualne nieletnego jest tam jeden z zakonników. Miejscowość ta ma wyjątkowego pecha do wpadek duchownych. Jakieś 10 lat temu ostro zaszalał sobie tam jeden z kapłanów, który pożyczał od parafian pieniądze, a później nie miał jak oddać (kasę oddała później bodajże parafia). Głośna też była sprawa księdza, który był związany z jednym z miejscowych działaczy. Co do ostatniego wydarzenia - opinie co do aresztowanego zakonnika są mocno podzielone i kilka osób wyraźnie zaznacza w rozmowach z „Expressem” (materiał jutro), że dopóki nie będzie orzeczenia sądu, oni w jego winę nie uwierzą.
Tymczasem dziś portal ino-online opisał jak to chłopaki z osiedla Piastowskiego III chcący pokopać piłkę na nowym boisku, muszą najpierw pobawić się niemal w poligon i przechodzenie pod drutem kolczastym. Jutro napiszemy o tym w „Expressie”, bo szefowa OSiR-u Wiesława Pawłowska obiecuje, że sprawa zostanie załatwiona. Dziś po południu miał zostać przywieziony na boisko kontener, w którym ma przebywać pracownik administrujący obiektem. Co prawda, między publikacją na ten temat, a przyjazdem owego kontenera nastąpiła zadziwiająca zabieżność czasowa (a ja nie wierzę w takie przypadki), ale najważniejsze jest, że wszystko zostanie załatwione.
Na koniec informacja z obozu kociary z Piastowskiego. Kilka dni temu w jej domu pojawiła się kontrola nasłana przez znanego i cenionego obrońcę zwierząt, Grzegorza Kruka. Kontrola wypadła chyba dobrze (nie dla obrońcy zwierząt, ale dla mojej siostry). Koty odpowiednio wcześniej wybiczowane, zagłodzone i sterroryzowane zgodnym chórem zapewniały, że jest im wspaniale, a jeden z nich nawet ułożył balladę. W peanach na temat mojej siostry u niektórych zwierzaków dało się słyszeć akcent koci, ale miejmy nadzieję, że uszedł on uwadze pań z inspekcji sanitarnej i nie trzeba będzie teraz wizytacji kociego logopedy, który miałby sprawdzić, czy koty aby są wychowywane w duchu patriotycznym.
O duecie z wiersza Jana Brzechwy „Żuraw i czapla” czyli Ryszardzie Brejzie i Lechu Skarbińskim pisać mi się nie chce. W każdym razie myślę sobie, że gdybym chciał przebijać się do mieszkania sąsiadki, to starałbym się ją przekonać do tego, a nie olewać. A jeśli wójt gminy ma za dużo filiżanek, to chętnie przyjmę, bo mi się tłuką straszliwie. Byle nie robił z tego wręczenia takiego prowincjonalnego szoł.
P.S. Dam Wam odpocząć przez jakieś dwa tygodnie od siebie, bo chciałbym jeszcze wrócić do grania w piłkę, więc naprawiam kolano. Mam nadzieję, że będzie Wam tak mnie brakowało, jak mi Was nie


A moze jakies wpisy o tym jak jeden z prominentnych urzędników starostwa buduje dom w Parku Krajobrazowym… Albo jak sprzedaje sie pałacyk za osiem mieszkan? Ciekawe prawda?