Moja siostra Agnieszka ma małego szmergla. Piszę o tym bez zażenowania, bo jej zakręcenie dotyczy bardzo sympatycznego zjawiska, choć pewnie czasem niezwykle kłopotliwego. Otóż zajmuje się ona szukaniem właścicieli dla kotów. Ale interesuje ją los wszystkich zwierząt i stąd jej obecne kłopoty.
Otóż była ona mocno poruszona faktem, że w inowrocławskim schronisku dla zwierząt giną masowo pensjonariusze, a kontrola placówki niczego nie wykazała (także ja nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wiele instytucji robi wszystko, aby o tej niemiłej sprawie zapomniano). Siostra obecnie ma w domu 8 kotów, w tym bodajże 3 pochodzące ze schroniska. Jak sama mówi, są one najbardziej chorowite i wiele wskazuje, że gdy zabrała je z placówki, już miały jakieś choroby. Wydała ostatnio mnóstwo pieniędzy na ich leczenie i nie ma wątpliwości, że gdyby kociaki te nie trafiły do jej domu, „wzbogaciłyby” statystykę umieralności w schronisku. Wysłała więc tam oficjalne pismo z zapytaniem o karty zdrowia tych kotów.
Odpowiedziano jej nasłaniem kontroli Powiatowego Inspektoratu Weterynarii. Szef schroniska Grzegorz Kruk, w którego placówce giną setki zwierząt rocznie napisał, że „przypuszcza, że ciągłe choroby są skutkiem złych warunków bytowych zwierząt i niewłaściwej opieki lekarsko-weterynaryjnej”:
Otrzymaliśmy od Pani pismo z dnia 3 stycznia 2008 roku. Jesteśmy zaniepokojeni losem zwierząt kupionych w Schronisku przez Panią. Z ubolewaniem przyjmujemy wiadomość o ciągłych chorobach Pani zwierząt. Kupując zwierzęta w miesiącu czerwcu 2007 roku przyjęła Pani obowiązek zapewnienia im właściwych warunków życia, jak również opiekę lekarsko-weterynaryjną. Niedopuszczalne jest, aby w okresie półrocznym zwierzęta ciągle chorowały. Przypuszczam, iż ciągłe choroby są skutkiem złych warunków bytowych zwierząt i niewłaściwej opieki lekarsko-weterynaryjnej.
Kierując do Schroniska pismo przyznaje się Pani do braku kontroli nad podopiecznymi i własnej bezradności. Z naszych ustaleń wynika, iż zamierzała Pani nabyć kilka kotów. W jakim więc celu gromadzi Pani większa ilość zwierząt? Przyjęła Pani zaledwie trzy młode koty, które po jednodniowym pobycie w schronisku, jak się okazuje, trafiły w niewłaściwe miejsce. Identyfikacja trzech osobników stanowi dla Pani trudność. W tej dziedzinie kompetentny byłby dobry lekarz weterynarii, który jest w stanie opisać zwierzę, postawić prawidłową diagnozę i przede wszystkim poprowadzić odpowiednią kurację.
W zaistniałej sytuacji, w obawie o losy zwierząt, będące w Pani posiadaniu naszym obowiązkiem jest o całej sprawie powiadomić Powiatową Inspekcję Weterynaryjną oraz Towarzystwo Opieki Nad Zwierzętami. Niezależne instytucje muszą niezwłocznie dokonać oceny warunków przetrzymywania przez Panią zwierząt i podjąć decyzję co do dalszych ich losów.
Zastępca Kierownika Zakładu Usług Komunalnych do spraw Zieleni i Schroniska dla zwierząt, Grzegorz Kruk
Zapewne gdybym nie znał sytuacji panującej w mieszkaniu mojej siostry, to bym odebrał taki list dość spokojnie. Ale wiem, że spora, jeśli nie większa część życia Agnieszki jest podporządkowana kotom. To one rządzą w domu i nie wątpię, że mają tam rewelacyjne warunki. Oto co odpisała siostra schronisku, które zaczęło się troszczyć o sprzedane zwierzaki:
Szanowni Państwo,
Dziękuję bardzo za pismo, które przysłali Państwo w odpowiedzi na moją prośbę o dane zwierząt zakupionych u Państwa, które na podstawie Rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 23 czerwca 2004 r. w sprawie szczegółowych wymagań weterynaryjnych dla prowadzenia schronisk dla zwierząt zobowiązani są Państwo przekazać w momencie adopcji. Nie otrzymałam tych informacji w momencie zakupienia zwierząt, dlatego zwróciłam się teraz o wspomniane dane.
Kierując pismo do Schroniska nie przyznaję się, jak to Państwo interpretują, do braku kontroli nad podopiecznymi oraz własnej bezradności. Wręcz przeciwnie, wykazuję się troską o ich los i ich zdrowie. Państwo nie wiedzą, ile razy chorowały wspomniane zwierzęta i nie mam obowiązku informować o tym Państwa, wg mnie zaś powinnam wiedzieć, jaki był ich los i stan, przed kupnem. Zarówno ja, jak i lekarz weterynarii prowadzący zna choroby kotów i wie, jak je leczyć. Zwróciłam się o dane do Schroniska, które to dane zobowiązani jesteście Państwo mi przekazać, aby poznać przeszłość zwierząt i wiedzieć, czy może mieć ona wpływ na choroby. Ilość chorób podzielona przez ilość zwierząt nie jest dziwna i zatrważająca – z pewnością o wiele mniejsza niż w przypadku zwierząt przebywających w jakimkolwiek schronisku.
Odnosząc się zaś do Państwa zarzutów, to dziwi mnie, skąd wysnuli Państwo tyle zaskakujących wniosków? Skąd Państwo wiedzą, że zwierzęta przebywają u mnie i w trosce o dobro zwierząt chcą Państwo powiadamiać niezależne instytucje, aby dokonały kontroli warunków w moim domu? Skąd Państwu przyszło do głowy, że ja, ani tym bardziej weterynarz nie potrafi „zidentyfikować osobników”, jak to Państwo określili. Nie napisałam, że ja tego nie potrafię, tylko poprosiłam, aby Państwo dali mi takie informacje, do których przekazanie jesteście zobowiązani, a to znaczna różnica. Zastanawiającym jest też fakt, iż koty po jednodniowym pobycie oddajecie Państwo do adopcji.
Odpowiadając zaś na pytanie, w jakim celu gromadzę zwierzęta, pragnę poinformować, iż nie gromadzę zwierząt, tylko działam w Fundacji Kocia Dolina, która przysposabia zwierzęta do życia w domu i szuka im własnych domów. Dodam, że z sukcesami, o czym możecie się Państwo przekonać na stronie internetowej Fundacji www.kociadolina.schronisko.net
Informują mnie Państwo:” Kupując zwierzęta (…)przyjęła Pani obowiązek zapewnienia im właściwych warunków życia, jak również opiekę lekarsko-weterynaryjną. (…) ciągłe choroby są skutkiem złych warunków bytowych zwierząt i niewłaściwej opieki lekarsko-weterynaryjnej.”
Choroby zwierząt, które są pod opieką Fundacji, a zarazem moją wynikają często z warunków, w jakich przebywały przed trafieniem pod naszą opiekę. Zwierzęta są pod stałą i właściwą opieką weterynaryjną, w która Państwo raczą wątpić. Proszę pamiętać, że na Schronisku również ciąży odpowiedzialność za właściwe warunki bytowania oraz właściwą opiekę weterynaryjną.
Zaś zwierzęta, które trafiły z Państwa Schroniska zachorowały natychmiast po przewiezieniu do nas, czyli w momencie gdy były poddane stresowi zmiany miejsca i ich odporność została obniżona. Choroba, na którą zachorowały ma dłuższy okres wylegania i nie jest możliwe, aby koty natychmiast po przewiezieniu zostały zarażone. Ponadto koty zaraz po kupieniu od Państwa zostały przewiezione do weterynarza i ich stan nie wskazywał, iż są zdrowe. Wszelkie dane na temat kotów oczywiście może potwierdzić lekarz prowadzący, nie czuję się jednak w obowiązku przedstawiania Państwu takich informacji.
Ostatnio przeprowadzone w Schronisku kontrole nie wykazały żadnych uchybień ze strony Schroniska w stosunku do prowadzenia go, jak i do opieki nad zwierzętami. Tym bardziej ewentualna kontrola nie wykazałaby niczego u mnie, gdzie jest stała kontrola i opieka weterynaryjna, mniejsze zagęszczenie zwierząt, lepsze warunki bytowania niż w schronisku i więcej osób do opieki nad zwierzętami.
Proszę zatem ponownie o dane zwierząt zakupionych w Państwa Schronisku, o których pisałam w piśmie z dnia 3 stycznia 2008 roku.
Agnieszka Hejenkowska
Oczywiście, moja siostra umówiła się z panią, która ma kontrolować jej mieszkanie. Ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że taką troskę o podopiecznych placówka wykazuje niezwykle rzadko, jeśli nie wcale. Więc sądzę, że nie będzie wielkim problemem, jeśli schronisko poinformuje też, jak często wysyła listy do osób, które kupiły w nim zwierzaki oraz, czy jest w stanie to udokumentować.
A do sprawy mojej siostry postaram się tu wrócić. Nie dlatego, że to moja siostra, ale ponieważ urzędnicza machina, której wszystko jest obojętne znów próbuje niszczyć inicjatywy przynoszące wiele pożytku. Jak wiele, wyjaśnią zdjęcia z mieszkania Agnieszki, które bardziej wygląda na koci dom.






Hejen nie odpuszczaj, z tym ktoś wreszcie musi zrobić porządek.
rowniez trzymam kciuki
Trzymamy kciuki za Sister i kociaki.
Sam chcialbym miec tak dobrze u Twojej siostry, jak maja te koty Panie Hejen