Początkowo był zagubiony, bo przyszedł do nas ze zdecydowanie mniejszego miasta - Radziejowa. Ale szybko się oswoił i bardzo poprawił wizerunek policji w Inowrocławiu. Mowa oczywiście o Zdzisławie Feicie, który właśnie odchodzi na emeryturę.
Z tego co się zorientowałem, nie powinniśmy się dopatrywać w tym odejściu żadnych sensacji. Po prostu postanowił odpocząć. Ma po czym, bo te jego dziesięć lat w Inowrocławiu sprawiły, że ulice miasta nie wyglądają już niczym w westernach.
Kiedy pojawił się w komendzie przy ul. Toruńskiej, Inowrocław miał problem. Na ulicach rządziły karki, a nie patrole, do sklepu zamiast klientów wchodzili goście w kominiarkach z giwerami, a ludzie policjantom nie wierzyli, skoro poprzedni komendant nawalony jak stodoła (o jego piciu wiedziało wielu, ale nikt nie odważył się powiedzieć głośno) jadąc samochodem zabił na al. Kopernika rowerzystę, a o tym z kim wcześniej pił i jak wysoki mógł być jego stopień krążyły legendy.
Zdzisław Feit wejście do Inowrocławia miał średnie. Akcja antynarkotykowa w „Trójce” i pubie pod pocztą nie przyniosła efektu, bo zainteresowani o niej prawdopodobnie wiedzieli. Z kolei do domu pewnego radnego policja weszła rano wyłamując drzwi, ale coś tam pomylono i później radnego przepraszano, a drzwi trzeba było naprawiać.
Ale później było już lepiej. Komendant wysłał więcej patroli na ulice, zapolował na karków (o pacyfikacji w knajpie na Rąbinie opowiadano długo z wielką aprobatą), uporządkował też szeregi w samej komendzie. W mieście było bezpieczniej, niż przed jego przyjściem. A o to przecież chodziło.
Dlatego, choć doskonale rozumiem, że to była ciężka robota i trzeba odpocząć, to jednak szkoda, że Zdzisław Feit odchodzi.
P.S.
Jego zastępcą ma być dotychczasowy wicekomendant Jakub Wawrzyniak. Ale o tym dowiemy się oficjalnie za jakiś czas z komunikatu komendanta wojewódzkiego.

