Dość już napisaliście - odpowiedział na moje pytanie o wyniki kontroli w inowrocławskim schronisku dla zwierząt prezes Kujawsko-Pomorskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej Bartosz Winiecki. Zaprosił mnie jednocześnie do siebie na audiencję, bo przez telefon z dziennikarzami nie rozmawia.
Szkoda wielka, że prezesa nie przekonuje argument, że telefon służy do porozumiewania się między ludźmi. Odpowiadam mu jednak, że nie dość napisaliśmy. Dla mnie sprawa schroniska wciąż nie jest rozwiązana. A nawoływanie do zaprzestania pisania o nim odbieram jako próbę zaniechania. Bo w końcu w schronisku pojawił się nagle nowy lekarz, a dotychczasowy, Rafał Szydłowski placówką się już nie opiekuje, choć wszyscy mówią, że wszystko było w niej w porządku.
Także inna kontrola, przeprowadzona przez inowrocławski Powiatowy Inspektorat Weterynarii, zakończyła się drobnymi zastrzeżeniami, z których wywnioskować można, że jeśli w schronisku były jakieś nieprawidlowości, to raczej kosmetyczne (Nota bene, Powiatowy Inspektor Weterynarii Piotr Kuta także nie ma w zwyczaju rozmawiać przez telefon i zapraszał mnie do siebie). Tego, że jego kontrolerzy niczego strasznego w schronisku nie znajdą, byłem niemal pewien. W końcu on nadzoruje niejako działalność placówki, więc strzeliłby sobie samobója teraz znajdując powód.
No właśnie, bo w tych dywagacjach i usiłowaniu spławiania dziennikarzy zaczyna zanikać nam główne pytanie - o powód, dlaczego w inowrocławskim schronisku ginie tyle zwierząt. Mam nadzieję, że odpowiedzialne osoby wciąż próbują znaleźć na to pytanie odpowiedź.
Słownik terminów kujawskich
Lekarz weterynarii - taki, który nie rozmawia przez telefon.

