Kandydatów jest sporo. Posła nie będzie żadnego. To widać jak na dłoni i jestem w stanie się o to założyć. Jeśli przegram, obiecuję, że ułożę panegiryk na cześć prezydenta Inowrocławia, jego zastępców a nawet pani prawnik. Jeśli wygram… to będzie mi smutno. Zresztą, nie tylko mi. Bo wszystkie posły (zbieżność dźwiękowa nieprzypadkowa) będą miały Inowrocław cały czas w takim niepoważaniu, w jakim miały dotychczas.
Na razie z komentarzy internetowych przebija rozpaczliwe pytanie mieszkańców: KIM ONI SĄ?! Bo faktycznie, gdyby kandydowali z naszego miasta mieszkańcy Dżibuti albo Samoa, to nie uczyniłoby wielkiej różnicy. Kandydatów mamy anonimowych. Czyja to wina? Odpowiedź brzmi: inowrocławskich ugrupowań, które nie potrafią postawić na jedną osobę, nie umieją wykreować lidera oraz gubią się w walkach o stołki.
Oto subiektywny przegląd kandydatów. „Obiektywne” dostaniecie na ulotkach lub zobaczcie na plakatach (przy cmentarzach już chyba nie, bo Jacka Olech wypstrykali z listy komuchów). W nawiasach podaję listy, z których kandydują poszczególne osoby:
Leonard Maciejewski (LiD) – były starosta, człek spokojny i realnie myślący, bo jak przyznał mi ostatnio w rozmowie na Królówce, zdający sobie sprawę, że nie dostanie się do Sejmu, a tylko przysporzy głosów ugrupowaniu.
Henryk Kołodziejski (LiD) – zabijcie mnie, ale nie mam pojęcia, kto to. Wyczytałem, że jest magistrem mechaniki. Uczyłem się w „mechanie”, więc wstrzymuję się od komentarza, bo może jest inny od znanych mi nauczycieli przedmiotów zawodowych.
Stanisław Smagała (LPR) – nauczyciel, jeśli to ten, o którym wspominała mi koleżanka z redakcji, to odsunięty po krachu poprzedniego wójta gminy Inowrocław, którego był orędownikiem. W działaniach na rzecz Inowrocławia typowa tabula rasa.
Grzegorz Roszak (PO) – łebski facet. Swego czasu porwany do kuratorium w Bydgoszczy przez szefową, która ładnie wyglądała, ale niespecjalnie się na problemach oświaty wyznawała. Dał sobie podobno radę na trudnym gruncie, a teraz podobno udaje mu się sprawnie kierować I LO. Namawiam do niegłosowania na niego. Jak już wcześniej napisałem, szkoda tracić tak cennego człowieka dla Kujaw.
Joanna Kowalska (PO) – wyczytałem, że jest specjalistą do spraw public relations. Rozumiem, że dotychczas promowała innych, bo o niej samej w życiu nie słyszałem.
Marek Kazimierski (PSL) – wielki fan uderzania kijem w bile bilardowe. W polityce nie zapisał się niczym, ale trzeba przyznać, że w bądź co bądź miejskim Inowrocławiu ludowcy nigdy wielkich notowań nie mieli.
Ireneusz Stachowiak (PiS) – wiceprezydent Inowrocławia, który dostał funkcję w, przynajmniej dla mnie, kosmicznych okolicznościach. Przez 4 lata prezydent radził sobie z jednym zastępcą, a teraz okazało się, że trzeba mu drugiego. Kompletnie bez szans na mandat posła, bo działa zbyt krótko i niczym specjalnym w mieście się nie zapisał.
Łukasz Dulski (PiS) – młodzieniec, który był wcześniej bodajże związany z Marcinem Wrońskim i chyba nawet pisywał do osławionego „Kuriera Kujawskiego”. Wpisano, że jest przedstawicielem handlowym, a w reklamówce wyczytałem, że diety poselskie przeznaczy na tysiące obiadów dla dzieci. Maluchy pozostaną głodne.
To wszyscy zameldowani w Inowrocławiu. Są także zameldowani w okolicach, o których sporo wiemy i na nich głosować także możemy. Choć czy musimy, to… kwestia dyskusyjna.
Anna Bańkowska (LiD) – mieszkająca w Bydgoszczy była pani poseł szumnie wycofała się z polityki przysyłając nam faks (do dziś go trzymam w szufladzie). Teraz wraca. Faksu wyjaśniającego, dlaczego wraca, już nie przysłała.
Roman Pawłowski (LiD) – szara eminencja mogileńskiej lewicy. Często pisywała o nim „Gazeta Wyborcza”. Nie przypominam sobie, aby w tym cyklu był jakiś pozytywny tekst.
Zenon Bąkowski (PSL) – w polityce działa chyba z nudów, bo biznes podobno mu idzie nieźle. Wielkiej aktywności politycznej w regionie nie stwierdzono.
Ryszard Jagodziński (PSL) – były burmistrz Pakości. Chyba służy za „wypełniacza listy”, bo nie wierzę, aby tak rozsądny facet liczył na mandat.
Maria Kurnatowska (PSL) – oczom nie wierzyłem, kiedy ujrzałem to nazwisko. Myślałem, że pani magister historii (chętnie porozmawiałbym z osobą, którą uczyła przed 1989 r.) odeszła na polityczną emeryturę, a tu nie. Walka trwa. Do końca. Naszego, albo waszego.
Jerzy Gawęda (PiS) – zameldowany w Górze (tam gdzie zbiorniki z paliwem pod ziemią), ale znany głównie z akcji głodowych górników kopalni soli. Co prawda, nikt nie stwierdził, aby on kiedyś głodował, ale być może jest zwolennikiem teorii, że prawdziwy generał do żołnierzy nie mówi „za mną”, ale „naprzód”.
Być może są jeszcze osoby z regionu, które kandydują. Ale ten blog to nie plakat, a ja nie będę pisał o ludziach, dla których jedynym osiągnięciem życiowym jest dostanie się na listę i kompletnie nic o nich nie wiem.


Pasują do siebie potencjałem elektoratowym ten Stachowiak i Dulski (57 głosów na radnego do powiatu z jedynki).
Z okolic to jeszcze jest Zieliński z PO i Kuś z PiS i chyba jeszcze sporo kandydatów
jest jeszcze tajemniczy pan Brejza na szarym końcu listy Platformy. Podobny (nieco) do pana prezydenta…
No. To juz przynajmniej wiemy na kogo glosowac
Dziekujemy za krotkie i tresciwe przedstwienie kandydujacych postaci. Rozwiales kolego moje wszelkie watpliwosci 
Pozdrawiam,
Kolezanka po fachu.
Co Pan Leonard Maciejewski ma wspólnego z liberałami i d.Unią Wolności -to mnie zaskoczyło.Bardzo Pana szanuję,dlatego tego posunięcia nijak nie mogę zrozumieć.
Łukasz Dulski znów w PiS-ie ? Hm…a to ci niespodzianka..