Inowrocławski ratusz triumfalnie doniósł na swojej stronie internetowej o kolejnym wielkim sukcesie promocyjnym. Otóż wygraliśmy w bliżej nieznanym konkursie poświęconym turystyce. Wyprzedziliśmy między innymi Toruń i Ciechocinek!
Podejrzewam, że takie konkursy są dla kogoś istotne, choć nie do końca jestem pewien, dla kogo. Może dla uczestników świadomość brania udziału w tego typu rywalizacji ma znaczenie, a jeśli już się zajmie miejsce w czołówce, to jest szał radości. Tyle, że podejrzewam, iż gdyby ktokolwiek z Torunia czy Ciechocinka przejrzał tę zapodaną w patetycznym tonie informację, to uśmiechnąłby się z politowaniem. Bo wystarczy wybrać się do tych miast, aby zauważyć, że tam nie tylko mają pomysł na turystykę, ale też od dawna go realizują.
W ciągu kilkunastu lat pracy w mediach o pomysłach, które mają zbawić to miasto nasłuchałem się tak wiele, że czuję się tutaj jak w jakimś niezwykłym skupisku, w którym przypada rekordowa liczba Mesjaszy na metr kwadratowy. Pomysłów jest tyle, że nie starcza już jednak czasu na ich realizację. Wiele bym dał, aby wyrównano proporcje między triumfalnie ogłaszanymi pomysłami, a tymi, które zostaną zrealizowane. Na razie celujemy bowiem w Inowrocławiu w taktyce „ogłaszamy głośno, rezygnujemy cichaczem”.


z tymi Solankami panie to tylko problem!