Inowrocław nie różni się specjalnie od innych miast w Polsce. Tutaj także młodzież staje się coraz bardziej pozbawiona fantazji, a staje się coraz bardziej wulgarna i głupkowata. Porównuję z tym, co było jakieś kilkanaście lat temu. Gdyby był taki miernik, to okazałoby się, że stężenie ulicznego chamstwa wzrosło od tego czasu o kilkaset procent. Zresztą wystarczy zobaczyć, co dzieje się w inowrocławskich gimnazjach.
Właśnie dwa dni temu rozpoczął się koniec ostatniego bastionu wyobraźni dla polskiej młodzieży. W zagranicznych księgarniach ukazał się ostatni tom cyklu o Harrym Potterze. Ja sam sięgnąłem po tę książkę stosunkowo późno, jakieś 5-6 lat temu, kiedy na rynku w Polsce były już trzy części. Zacząłem z nudów pewnego jesiennego dnia po południu i pamiętam, że wciągnęło mnie na tyle, że moja ówczesna życiowa partnerka nie potrafiła mnie nawet wyciągnąć na spacer, a co dopiero namówić do pomocy w przygotowaniu obiadu. Przeżywałem wtedy kryzys czytelniczy. Mało było książek, które mogły mnie wciągnąć, a dopiero później pojawił się Arturo Perez-Reverte i cała literatura iberoamerykańska. Powieść J.K. Rowling to było coś. To było przede wszystkim znakomite połączenie baśniowości ze współczesnością.
Nie o moje preferencje literackie jednak chodzi, a o, w tym przypadku, inowrocławską młodzież. Zdecydowanie najważniejszy w całym zamieszaniu związanym z Harrym Potterem jest fakt, że to jedyna książka, do której nie trzeba zachęcać miłośników gier komputerowych. Co będzie później, gdy już zimą ukaże się polskie tłumaczenie i wszyscy ją przeczytają? Obawiam się, że wrócą do swoich komputerów i innych głupawych zajęć.

