Żyjemy w kraju, który uwielbia się umartwiać. Mam na myśli nie tylko żałobę po tragedii we Francji, ale zaczernione portale internetowe i inne oznaki niejako wymuszające na nas smucenie się.
Dzieckiem będąc doświadczałem wielu takich sytuacji. Niespecjalnie rozumiałem, czemu nie będzie dziś dobranocki, a rodzice wyjaśniali, że zmarł Bardzo Ważny Pan (wtedy bardzo ważni panowie za wschodnią granicą umierali dość często, były to bodajże trzy zejścia w bardzo krótkim odstępie czasu – Breżniew, Andropow i Czernienko). Także kiedy zmarł Tito puszczono zamiast filmu będącego w programie, opowieść o bohaterskich partyzantach z Jugosławii.
Mam świadomość, że śmierć kolejnych sekretarzy ZSRR czy jak tam się oni zwali to nieporównywalnie mniejsza strata dla narodu polskiego niż wczorajsza tragedia. Nie jestem jednak przekonany, czy zarządzenie kolejnej żałoby narodowej (chyba czwartej w ciągu ostatnich 2-3 lat) sprawi, że będziemy pamiętali bardziej. A juz zupełnie kuriozalne wydaje mi się, że środowy koncert Rolling Stones ma rozpocząć się po północy, choć miał się zacząć o 21. Bo po północy mija 3-dniowa żałoba narodowa.
Na ulicach Inowrocławia dziś wielkiego smutku nie zauważyłem. Są flagi opuszczone do polowy w urzędach i czarne wstążeczki. Ale ludzie, którzy pracują, robią zakupy czy spacerują, nie są zgaszeni czy przybici. Nie wierzę, że nie zasmucili się informacjami o niedzielnym wypadku. Ale nie można już ich zmusić dyrektywami do tego, aby smucili się na wyrost. Oni przeżyli chwile zadumy w domach, śledzili z niepokojem doniesienia i zastanawiali się, czy czasem ktoś znajomy tam nie jechał. Dziś zresztą też pamiętają o tragedii. Nie trzeba ich zmuszać.


Kto chce i tak będzie się smucił. Większośc poczuje ulgę, że to nie jego spotkało, spora część społeczeństwa poczuje piknięcie zazdrości na wieść o odszkodowaniach… Różni jesteśmy i urawniłowki nigdy nie będzie. To jest wielce pozytywne.