Poleci czy nie? Wiele wskazuje, że poleci, skoro podobno najpierw zasugerowano mu, aby sam zrezygnował, a później nagle bardzo mocno zachorował. Choroba jest tak silna, że w pracy nie będzie go ponad miesiąc a może i dłużej. Mowa o komendancie inowrocławskiej Straży Miejskiej, Krzysztofie Guzie, który najpierw opowiadał o balladzie o jeżu i żołnierzu, a teraz nie można go spotkać w jednostce, którą ostatnio masowo nawiedzali kontrolerzy.
Nie wydaje mi się, abym spojrzenie na Straż Miejską miał mocno wypaczone poprzez swoją pracę. Napiszę więc, co sądzę i co mówią ludzie, z którymi rozmawiał. Krzysztof Guza sprawił na mnie wrażenie komendanta dynamicznego, potrafiącego podjąć szybko decyzję i rzetelnie się z niej wytłumaczyć. Wydaje mi się, że Straż Miejska za jego szefowania zyskała na uznaniu inowrocławian. Wcześniej zdarzało mi się słyszeć spostrzeżenia, że gdy tylko widzą jakąś awanturę, skręcają w inną uliczkę „nic nie widząc”. Teraz już takie głosy do mnie nie docierały. Nad unikającymi interwencji strażnikami pojawił się miecz w postaci szefa, który potrafi dać porządny OPR.
Przed chorującym komendantem szefował strażnikom Stefan Smużyński – typ dobrego wujka, sympatyczny, rozmowny, ale chyba dla podkomendnych za łagodny. Gdy dwa lata temu przyszedł Krzysztof Guza, były wojskowy, zaprowadził zapewne wojskowy dryg. No i zyskał wrogów wśród swoich podopiecznych, którzy poszli ze skargą do prezydenta.
Wciąż nie wiadomo jakie konkretnie zarzuty są stawiane komendantowi Straży Miejskiej. Wydają się być jednak poważne, skoro pojawiła się sugestia, by sam zrezygnował (o czym prezydent Ryszard Brejza powiedział, że nic nie wie).
Zwolnienie lekarskie Krzysztof Guza ma jakoś do początku sierpnia. Nie wiadomo, może je przedłuży, ale przecież chorować nie można wiecznie. Tym bardziej, że choroba nie pasuje mi specjalnie do tworzonego przez niego wcześniej wizerunku faceta zdecydowanego i nie bojącego się stawić czoła problemowi. Zatem apeluję do wciąż komendanta Krzysztofa Guzy o jak najszybszy powrót do zdrowia. Aby nie stracił tego, co przez te dwa lata zyskał.


Od razu widać,że to zwolnienie „taktyczne”. Chyba jednak Pan Komendant czegoś się obawia, że nie jest w stanie z otwartą przyłbicą stanąć naprzeciw problemowi. A może stowarzyszenie „Róże, fiołki i aniołki” pomoże ?
Tak długo latem chorować? To chyba poważna dolegliwość.