Jakieś kilkanaście lat śledzę sesje Rady Miejskiej w Inowrocławiu i pewnie liczba godzin spędzonych przy ul. Roosevelta liczona byłaby w setkach. Nigdy jednak przez myśl mi nie przeszło, że istnieje potrzeba wielkich zmian w tej sali.
Tymczasem niebawem sala sesyjna będzie miała nowe meble - stoły, krzesła i mównicę. Przewodniczący Tomasz Marcinkowski się cieszy, bo stoły były obłupane, a panie radne w spódniczkach trochę się krępowały, że widać im nogi. Wiceprzewodniczący Janusz Radzikowski ocenia, że jemu jest wygodnie i wydatek jest niepotrzebny.
Ile to będzie kosztowało? Na razie nie wiadomo, ale pewnie co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych. Bo wymagania wobec mebli są spore
Czy są inne, bardziej potrzebne wydatki? Na pewno. W końcu sala sesyjna nie wygląda tragicznie, a meble nie tak, jakby zajęli się nimi bohaterowie kreskówki „Sąsiedzi” . Ale może sie mylę i po wymianie mebli z radością będę przyglądał się słusznym decyzjom naszych dobrych radnych i oklaskiwał błyskotliwe riposty naszego dzielnego prezydenta?
O meblach więcej w jutrzejszym „Expressie”.
Sceny, które wstrząsnęły samorządem:
- Radni Andrzej Bera i Ryszard Brejza mówiący do siebie „panie Bero”, „panie Brejzo”.
- Afera Seatów i Jacek Tarczewski wyliczający pewnego piątkowego popołudnia marki samochodów, którymi jeździli ówczesny prezydent Marcin Wnuk, ówczesny przewodniczący Rady Miejskiej Bolesław Szulc i wciąż dyrektor szkoły, Jerzy Naumann.
- Brak paluszków dla radnych.


Chyba w głowach się przewraca tym radnym,szkoda słów..