Cztery lata temu świeżo upieczony prezydent Inowrocławia Ryszard Brejza dopatrywał się „drugiego dna” w sprawie sprzedaży przez PKP gruntu tuż za ratuszem, przy ul. Świętokrzyskiej biznesmenowi, Stanisławowi Barańskiemu. Kupił on 2 hektary ze stojącymi tam wówczas ogródkami działkowymi za 211 tys. zł (teraz chce tam postawić apartamentowiec). Przetarg ogłoszono w „Trybunie”, takim weekendowym dodatku SLD o niskim nakładzie, którego czytały chyba tylko partyjne betony. Być może Stanisław Barański był wiernym czytelnikiem „Trybuny” i gdy zobaczył ogłoszenie, wpadł na pomysł by kupić teren. Wersja inna jest taka, że przetarg ogłoszono właśnie tam, aby nikt się o nim nie dowiedział. No, prawie nikt. Miasto przegrało jednak sądową sprawę, bo wszystko odbyło się zgodnie z prawem.
W czwartek po południu ten sam prezydent Ryszard Brejza dwukrotnie użył określenia „obrzydliwe” o zarzutach lewicy, która ma wątpliwości co do czystości dawania 41 tysięcy złotych jego partyjnej koleżance z Porozumienia Samorządowego. Mówi, że wszystko jest zgodne z prawem i on nie ma żadnego interesu w tej decyzji oraz musiał złożyć wniosek o dotację, bo tak nakazuje mu prawo. Lewica mówiąc o wątpliwościach nie użyła określenia „drugie dno”. Choć nikt by się nie zdziwił, gdyby użyła. Jak widać, są różne „drugie dna”.
Dialog roku (dyskusja radnych o opłatach w autobusach)
Marian Świątkowski: Jadę autobusem z piłką plażową. Jak kontroler zmierzy mi jej wysokość i szerokość? Tomasz Marcinkowski: Panie radny, z piłki plażowej można spuścić powietrze.

