Kilka dni temu w „Gazecie Wyborczej” natknąłem się na tekst dotyczący afery z 2005 roku, w którą zamieszany jest biznesmen z Ostromecka oraz kilku urzędników. Zainteresowały mnie znajome inicjały. Jedną z oskarżonych osób jest bowiem była członikini zarządu województwa Teresa M.-L. Jej córka dostała pracę w Wodach Mineralnych i prokuratura twierdzi, że stało się tak w zamian za otrzymanie pieniędzy z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Sprawa sądowa pewnie będzie ciągnęła się długo (Teresa M.-L. nie przyznaje się do winy), ale nie o jej relacjonowanie mi chodzi. Wróciły tylko wspomnienia sprzed 8-9 lat.
Teresa M.-L. pochodzi spod Mogilna, ale działała także jako aktywistka „Samoobrony” w okolicach Inowrocławia. Poznałem ją podczas sławetnej okupacji bramy wjazdowej do Zakładów Tłuszczowych w Kruszwicy. Sprawa miała zasięg ogólnopolski, bo dostawcy rzepaku (ze znanym z telewizyjnych występów w gabinecie Renaty Beger, wtedy jeszcze nie posłem Wojciechem Mojzesowiczem na czele) chcieli zacząć blokady w całej Polsce. Dwa dni panował względny spokój - to znaczy rolnicy nie wpuszczali do zakładu ciężarówek, ale też za bardzo nie rozrabiali. Tylko pani sprzedwczyni z nieodległego sklepu zacierała ręce, bo tylu win jeszcze jednego dnia nie sprzedała.
Trzeciego dnia przyjechał Andrzej Lepper, wtedy już uważany za naczelnego watażkę RP. Rozochoceni rolnicy ruszyli szturmem na portiernię, wdarli się do zakładu i ganbinetu prezesa. Wśród nich ja (wtedy pracujący w radiu), nieżyjący Marcin Pawłowski z TVN i ktoś z radia PiK. W gabinecie prezesa (Francuza, do rozmów potrzebował tłumacza) doszło do dantejskich scen. Rolnicy prawie go zlali na kwaśne jabłko i biedak zabarykadował się w pokoju obok. Świadkiem tych scen byli nagrywający wszystko dziennikarze. Wtedy pokazała się Teresa M.-L. i od razu wiedziałem, że daleko zajdzie w tym kraju. „Trzeba zaj… dziennikarzy” - poleciła krótko i chłopy ruszyły na nas, by zabrać nam kompromitujące ich materiały. Pamiętam, że wtedy przez głowę przeleciały mi dwie myśli. Pierwszą było: Ale wp… dostaniemy. Druga była zawodowa: Dobry tytuł będzie - rolnicy pobili dziennikarzy.
Uratował nas Lepper, rugając rolników i mówiąc, że „dupy, a nie chłopy jesteście, bo Francuz uciekł, a dziennikarzy chcecie bić”. Teresa M.-L. już się nie odzywała. Kilka lat później weszła do władz województwa.
Nagrania, niestety tylko na taśmie magnetofonowej, w tym chyba też ze sławetnym powiedzonkiem Teresy M.-L. mam gdzieś w szafie do dziś. Może kiedyś będą tak cenne jak sławetne „spieprzaj dziadu”?


Nieco z innej beczki - wiem, że lubi Pan piłkę nożną - nie wiem, czy lubi Pan natomiast Wisłę, ale jeśli tak, to po tym Pan przestanie: http://img201.imageshack.us/img201/193/sl2p03gu8.jpg . TORZ TO OBÓŻAJONCE!!!
Programowo nie oglądam meczów Wisły od czasu blamażu z Valerengą Oslo. Rozumiem jednak, że na tym zdjęciu, jak zwykle wyjaśniają neonaziści, piłkarze zamawiali „pięć piw”