Niektórzy doszli już do siebie. Inni skorzystali pewnie z jakiejś psychologicznej pomocy, choć nigdy do tego się nie przyznają. Jeszcze inni walą głową w ścianę zastanawiając się, co skłoniło ich do tego, by wydać tyle kasy na kampanię. Kandydaci na prezydenta miasta.
Zwycięzca bierze wszystko. Tak śpiewała Abba i choć chyba nie słucha jej zbyt często Ryszard Brejza (przebąkiwał kiedyś o Pink Floyd i muzyce poważnej), to jednak dostanie „dyszkę” miesięcznie. Choć oczywiście będzie mógł użyć swego koronnego argumentu, że to nie on decyduje o swoich zarobkach, a ustalają je radni. Pewnie są jeszcze w Inowrocławiu ludzie, którzy wierzą w to, że nie ma on wpływu na to, co dzieje się w Radzie Miejskiej. Proszę ich jednak wtedy, aby zaczęli także rozpowszechniać wiadomości o tym, że Czerwony Kapturek zeżarł Babcię a Andrzej Lepper ma szansę na Nobla w dziedzinie makroekonomii.
Właśnie u naszego wicepremiera był na bankiecie imieninowym inny kandydat, Marcin Wroński. Nie chce opisywać, co się działo. I może dobrze, bo w końcu na bankiecie mogły być jakieś asystentki Samoobrony charakterystyczne dla dowcipu o kurze gonionej przez koguta i zastanawiającej się: Czy ja aby nie za szybko uciekam?
Kandydat Janusz Kiszka szczerze przyznał, że gdyby wybory miały się odbyć niebawem, to by się nie zdecydował na powtórkę. Marek Słabiński zastanawia się, czy jego słaby wynik nie jest porażką tych, którzy głosowali. Z Januszem Radzikowskim może uda mi się pogadać na środowej sesji Rady Miejskiej. Pod warunkiem, że nie będzie zabiegany w związku z kolejną zmianą ugrupowania (przepraszam kandydata za być może nie śmieszący go żart, ale nie mogłem się powstrzymać).
O tym co u przegranych, jutro w Expressie.
P.S. U mnie wciąż z kolanem średnio, bo trochę kuleję po operacji. Ale mam nadzieję, że już na wiosnę będę mógł pograć w piłkę. Bo tym, jak moi koledzy dostali po czterech literach w meczu z księżmi, spojrzenia żądne rewanżu kieruję na panów w czarnych sukienkach.

