Łzy wezbrały mi w oczach niczym na filmie E.T. (fragment, kiedy roślinka zaczyna znów rosnąć, co oznacza, że kosmita żyje wywołuje we mnie zawsze łzy) kiedy przeczytałem o heroicznym oświadczeniu jednego z kandydatów na prezydenta Inowrocławia.
Marcin Wroński, którego wielkie zasługi dla światowej i polskiej gospodarki zostały wreszcie* docenione i został p.o. zastępcy szefa Agencji Rynku Rolnego (to taka instytucja, w której dzień po rozpadzie koalicji zmieniani są szefowie) wybiera Inowrocław, bo on jest dla niego najważniejszy.
Poczułem się tak, jak pewnie czuł się każdy Polak oglądający szarżę szwoleżerów w wąwozie Samosierra, czy niczym Władysław Jagiełło patrzący oczami Emila Karewicza na rzucane pod jego nogi sztandary krzyżackie. Serce we mnie urosło i chciałem wybiec na ulicę krzycząc: Ludzie! To się nazywa kandydat!
Już zbierałem się do tej manifestacji radości, już zrywałem się, aby wybiec na ulicę, kiedy zerknąłem na ostatni fragment oświadczenia: „W przypadku wybrania mojej osoby na urząd prezydenta, zrezygnuję z kierowania rządową agencją, na rzecz miasta”.
Usiadłem i wróciłem bez słowa do pracy.
Słownik pojęć politycznych:
* Wreszcie - termin bliżej niesprecyzowany czasowo, oznaczający obdarowanie wszystkich działaczy partyjnych stołkami po wygranych wyborach. Wreszcie, według matematyków, biegnie ku nieskończoności, bowiem wraz z liczbą stołków proporcjonalnie zwiększa się liczba chętnych do zasiadania na nich.


Pozdrawiam Pana Jarosława , fajny blog. Podoba mi się.