W „Harrym Potterze” dyrektor szkoły magii Hogwart miał feniksa. Co pewien czas ptak zapala się, a później odradza z popiołów. Dodatkowo może przenosić wielkie ciężary.
Tak jak feniks w bajce, tak po czterech latach niebytu pojawia się na politycznej arenie Stanisław Kwiatkowski. W poprzedniej Radzie Miejskiej był szefem komisji budownictwa, czyli jakiegoś wielkiego entuzjazmu budzić nie może, bo wtedy wiele dziwnych rzeczy z gruntami się działo. Nie pamiętam też, czy kandydat lewicy na prezydenta pali, więc nie jestem w stanie przepowiedzieć, czy odrodzi się z popiołów. Mam też duże wątpliwości, czy jest w stanie udźwignąć tak wielki ciężar jak kierowanie miastem.
Z tej kadencji przed czterema laty jakichś bulwersujących wspomnień o nim nie mam poza jednym przykrym incydentem, kiedy to policja najechała mu dom wyłamując drzwi, a następnie grzecznie przyznała się do pomyłki i wstawiła nowe drzwi za swoje pieniądze. Jednak sam fakt, że szefował komisji budownictwa, więc najbardziej „intratnej”, ale i „brzydko pachnącej” w samorządzie w czasach kiedy co pewien czas wybuchały afery związane z nieruchomościami, stawia go wśród mieszkańców pamiętających rządzy lewicy w niekorzystnym świetle. Na dodatek wykonywał on wtedy dla ratusza wyceny gruntów, co przez dłuższy czas było zgodne z prawem, choć według mnie niedopuszczalne z etycznego punktu widzenia.
Odnoszę wrażenie, że Stanisław Kwiatkowski jest raczej kołem ratunkowym dla SLD broniącym to rządzące jeszcze 4 lata temu miastem ugrupowanie przed kompletną kompromitacją, jaką byłoby nie wystawienie wcale kandydata na prezydenta miasta. Przecież były lata (choć wtedy nie było wyborów bezpośrednich), że odbywałaby się w Inowrocławiu tylko pierwsza runda, a kandydat „czerwonych” zdobywałby ponad połowę głosów i kasował towarzystwo. Te lata co bardziej zatwardziali działacze SLD (pozdrowienia dla pana Mariana Świątkowskiego) mogą tylko wspominać drżącymi ze wzruszenia rękoma kartkując stare gazety. Minęły. Nie wiem, czy bezpowrotnie, ale na pewno w tych wyborach nawet dostanie się Stanisława Kwiatkowskiego do dogrywki byłby wielkim sukcesem SLD.

