Pan od rybek, który w ciągu 8 lat działalności zrobił oszałamiającą i jedną z bardziej spektakularnych karier politycznych w Inowrocławiu.
Pierwszy raz do czynienia z kamerami miał jakieś 10 lat temu, kiedy opowiadał w kablówce o zwierzątkach (Wiecie, taki nasz kujawski Gucwiński). Później został radnym, a następnie bardzo nieoczekiwanie wiceprezydentem na miejsce bodajże Wacława Słowińskiego (który nie mógł już wytrzymać współpracy z jednym obecnych z kandydatów do Rady Powiatu).
Jako wiceprezydent już tak różowo mu nie było, bo jest zaplątany w sprawę MPK, które omal nie zniknęło z mapy miasta za sprawą gigantycznych długów.
Wykazał się też dużą niekonsekwencją w sprawie kupionego (jak mówi, przez żonę, a nie przez siebie) stawu przy ul. Rabińskiej, którą opisywaliśmy jakieś 5 lat temu: najpierw staw kupił za śmiesznie małe pieniądze, gdy o tym napisaliśmy, wycofał się z zakupu, ale później okazało się jednak, że jest jego właścicielem, bo nie może zrezygnować z transakcji. No ale przyznać trzeba, że staw wygląda teraz ładnie, a wcześniej było to bajoro.
Na plakatach ogłasza się dobrym gospodarzem. Podobno jest nim w gminie Inowrocław (kieruje tam zakładem komunalnym) i to należy uznać za podwójny sukces, także dyplomatyczny, bo dogadać się z wójtem Tadeuszem Kwiatoniem gromadzącym cechy Kargula i Pawlaka na raz jest piekielnie trudno.
Czy jest jednak dobry na gospodarzenie miastem, a nie wsią? Tu mam spore wątpliwości. Po pierwsze, nie do końca przekonują mnie wszyscy ludzie stojący w cieniu ugrupowania „Nasz Region” z ramienia którego on startuje. Niepokoi mnie i nie budzi mojego zaufania zwłaszcza osoba „wiecznego likwidatora” Janusza Foremskiego. Poza tym obawiam się, że Janusz Radzikowski jest zbyt sympatycznym człowiekiem, zbyt lubi pomagać ludziom i rozmawiać z nimi, a zbyt mało w nim paskudnika, aby był dobrym prezydentem. Na „wicka”, który opowie dowcip, można wysłać go na akademię przedszkolaków, a zaraz później na pogrzeb zasłużonego działacza, nadaje się znakomicie. Na twardego pryncypała chyba jednak nie.


Czekam na ten dzień, gdy opluje Pan swojego mentora - Dżeka O.. Całuję serdecznie:*
Czekam na ten dzień, w którym ludzie zrozumieją, że złośliwe wyrażanie opinii nie musi oznaczać plucia.
Cóż prawda bywa czasami bolesna.
Prawdziwa cnota krytyk się nie boi.
Pozdrawiam.
Jest różnica między krytyką, a złośliwością czy chamstwem, Panie Docencie. PS: Nie jestem Radzikowskim
janusz
Interesting post. I came across this blog by accident, but it was a good accident. I have now bookmarked your blog for future use. Best wishes. Joanna Krupa.